Ćwiczenie to ma na celu, by pies bezzwłocznie po odpowiednim haśle kładł się na ziemi i trwał w tej pozycji aż do odwołania. Hasłem może być obrane słowo — czy to „waruj", czy przyjęte u nas i praktyczne ze względu na swą krótkość angielskie „down" (czyt. daun), czy jakiś określony dźwięk lub gwizd (zawsze ten sam, a odmienny od innych) czy też, jak dla psów myśliwskich, huk strzału. Poza tym uczymy psa wykonywać ten rozkaz na sygnał optyczny, z reguły pionowe wyprostowanie prawej ręki lub też przyłożenie strzelby do ramienia. Ćwiczenie to jest niezmiernie ważne i każdy pies użytkowy powinien wykonywać je błyskawicznie, bez względu na to czy jest blisko, czy daleko od pana.
Do nauki warowania przystępujemy dopiero wtedy, gdy pies już zapoznał się z komendą „siadaj!" i wykonuje ją bez zarzutu. Nie należy obu tych ćwiczeń uczyć równocześnie, bo przez to nauka jest wybitnie utrudniona. Samo ćwiczenie prowadzi się w zasadzie analogicznie do ćwiczenia poprzedniego, z tym, że w pierwszych dniach układa się psa do pozycji „waruj!". Pies powinien leżeć prosto z łapami wyciągniętymi przed siebie, a tylnymi ułożonymi równolegle, jak przy siedzeniu. Postępujemy podobnie jak poprzednio, z tą różnicą, że ostry przymus stosujemy przez krótkie uderzenie wzdłuż grzbietu lub ewentualnie w szczyt łopatek. Ćwiczenie to działa na psa wybitnie deprymująco i dlatego nie możemy go przeciągać zbyt długo. Na początek wystarczy, jeśli pies przypada szybko na rozkaz i wytrwa w tej pozycji chwilę, po czym wzywamy go do pozycji „siad" lub przywołujemy do siebie: „chodź tu!". Następnie chwalimy i nagradzamy.
W miarę rosnącej sprawności przedłużamy czas warowania. Pies dorosły może przetrwać w tej pozycji kwadranse, a nawet godzinę. Początkowo żądać można, by warował z głową wyciągniętą na przednich łapach, przez co mniej jest wodzony na pokuszenie do zrywania się. Nie jest to jednak konieczne i dlatego też karać należy psa tylko za samowolne powstanie, pozwalając mu natomiast na podniesienie głowy i oglądanie się za panem. Najpierw pies waruje w zasięgu ręki — powoli, z lekcji na lekcję oddalamy się coraz bardziej od niego. Dystans jednak nigdy nie powinien być tak duży, by pies wskutek odległości mógł nie zauważyć wydanego rozkazu.
Przydać się tu może pomocnik przewodnika, który zasadniczo nie biorąc udziału w nauce, wkracza tylko przez zadanie ciosu wzdłuż grzbietu, o ile pies nie słucha natychmiast. Poza tym pomocnik nie wtrąca się do nauki, nie prowadzi psa na lince ani nie goni za nim w celu ukarania — jest tylko przedłużeniem ręki odległego pana i dobrze jest, gdy często się zmienia. Przewodnik i pomocnik powinni być tak zgrani, by pomocnik był w pobliżu psa jakby przypadkowo. W żadnym razie nie wolno mu mówić ani tym mniej krzyczeć na psa. Rola jego jest zupełnie bierna i ogranicza się wyłącznie do jednorazowego, energicznego, szybkiego zadania bodźca w celu przyspieszenia wykonania rozkazu wydanego przez przewodnika. Rozkaz i cios powinny padać równocześnie.
Ćwiczenia z pomocnikiem są pożyteczne przy nauce psa myśliwskiego, lecz nie należy stosować ich wobec psa, który ma być obrońcą. Taki pies nie może nigdy być bezkarnie uderzony przez obcego, przeciwnie na każdą agresję ma odpowiadać atakiem.
Po wszystkich lekcjach działających deprymująco, jak siadanie i warowanie — trzeba psu dać jakąś rozrywkę. Po prostu najlepiej zacząć z nim zabawę lub baraszkowanie, przez co następuje odprężenie i ponowne zbliżenie, które z konieczności ucierpiało trochę przez ćwiczenia.