„Rewirowaniem" nazywamy czynność polegającą na tym, że pies przebiega pole przed przewodnikiem w zakosy z lewej na prawą i na odwrót. Przewodnik zaś posuwa się po przekątnej lub linii prostej, równolegle i mniej więcej w środku między bocznymi granicami wyznaczonego pola.
Rewirowanie jest tym lepsze, im dokładniej pies pokrywa pole zakosami, unikając pętli i nawrotów, w czasie których mógłby ominąć właśnie jakieś miejsce, gdzie zwierzyna lub zguba może się znajdować.
Zależnie od rasy psa i charakteru zadania wymagana jest praca „górnym" albo „dolnym" wiatrem.
Ćwiczenie to nie jest celem samo w sobie, lecz służy wyłącznie jako pomoc, przygotowująca psa do lepszego szukania zwierzyny, zguby, przestępców lub osób podejrzanych.
Uważam za demoralizujące przeprowadzanie rewirowania w terenie, gdzie nic nie można znaleźć. Taka nauka może psa zupełnie zniechęcić do bezcelowego szukania czegoś, czego nikt nie zgubił.
Ponieważ rewirowanie jest częścią składową i pomocą w zasadniczej czynności, tj. szukaniu, a przy szukaniu nie wolno stosować nigdy żadnego przykrego bodźca, więc i przy nauce rewirowania nie wolno czynić niczego, co by psa zrażało do tej pracy. Szukanie może tylko być wynikiem pobudzania instynktu pogoni za łupem, wszelki przymus zaś działa deprymująco, a tym samym tłumi instynktowny odruch.
Podaję jako curiosum ćwiczenie rewirowania, które odbywało się w ten sposób, że pies chodził na długiej lince — przewodzie o niskim napięciu. Przewodnik zadawał psu przykrość przez włączanie prądu elektrycznego z chwilą, gdy pies zbaczał z właściwego kierunku, a wyłączał prąd, gdy pies kierunek zachowywał. Niewątpliwie pies tak szkolony przebiegał pole w idealnie równych zakosach i na oko rewirował doskonale, lecz na pewno znajdował się w takiej depresji psychicznej, że nie mógł mieć ani ochoty, ani wolnego umysłu do spełnienia głównego zadania, któremu rewirowanie ma służyć.
Uczyć rewirowania można dopiero wtedy, gdy pies już jest zupełnie karny, ma pasję do szukania zguby i śmiało wybiega swobodnie naprzód na rozkaz. Gdy nabierze doświadczenia, że skinienie pana wskazuje mu kierunek, gdzie znajduje się szukany przedmiot, sam zacznie zwracać uwagę na gesty orientacyjne. Szereg pierwszych ćwiczeń przeprowadza się na łące lub polu, na których w miejscach dobrze znanych przewodnikowi zostały ukryte jakieś przedmioty (zależnie od rodzaju służby psa — zwierzyna lub „zguba").
Wkraczając na pole dajemy sygnał „naprzód!" — „szukaj" w połączeniu z dźwiękiem gwizdka lub słowem np. „rewir". Równocześnie przyspieszonym krokiem idziemy na ukos w prawo z wyciągniętą prawą ręką w kierunku ukrytego przedmiotu. Pies zapewne pobiegnie naprzód i radośnie podejmie aport. Aport ten odbieramy według ustalonych prawideł i chwalimy psa. W chwilę potem powtarzamy sygnał z tą zmianą, że teraz manewr odbywa się w lewą stronę, z wyciągniętą lewą ręką — i tak po kolei. Odstępy między aportami powinny być coraz dłuższe i w ten sposób pies raz w prawo raz w lewo idzie we wskazanym kierunku.
Sygnał „rewir" daje się specjalnym gwizdkiem, różnym od innych sygnałów, przez co pies utrwala skojarzenie, że dźwięk ten poprzedza wskazówkę udzielaną mu gestem przez pana. Należy uważać, by pies tego sygnału nie brał za równoznaczny z przywołaniem. Chwalimy przeto psa, gdy tylko obejrzy się na pana i bez powracania skieruje się we właściwą stronę. Na ewentualne przybieganie nie reagujemy karą ani ostrym „fe", lecz innym przeczeniem w łagodnym tonie, np. „nie!", i biegniemy z wyciągniętą ręką w kierunku schowanego aportu, powtarzając sygnał poprzedni. Po kilku próbach pies rozumie o co chodzi.
Ćwicząc psa myśliwskiego każemy przedtem zbadać cały teren pomocnikom, którzy kładą w umówionych miejscach przygotowaną zwierzynę lub ptactwo, przy czym wypłaszają zwierzynę żywą. Pies powinien sobie uświadomić, że pan wskazuje mu kierunek poszukiwania. Z tej też przyczyny pan nie powinien polować przed psem w czasie, gdy uczy go rewirowania. W łowisku zawsze istnieje duże prawdopodobieństwo, że pies prędzej wyczuje zwierzynę nosem niż mu ją pan wskaże, lub co gorsza, zwierzyna żywa, niezauważona przez pana, zainteresuje go więcej od możliwości znalezienia martwej. Wtedy pies musi dojść do wniosku, że pan go myli, a do tego nie wolno dopuścić. W ogóle, w razie wątpliwości należy raczej wstrzymać się od ingerencji, bo prawie zawsze pies ma swe racje węchowe, niedostępne dla pana. Dlatego przy nauce trzeba stwarzać takie warunki, by pan wiedział z góry na pewno to, co pies ma dopiero poznać przez szukanie. Należy wyeliminować wszystkie niespodzianki, a własną uwagę skierować jedynie na pracy psa i ewentualnym korygowaniu go. Temu celowi musi być podporządkowane samo polowanie i jego wyniki. Tylko w ten sposób bowiem można przygotować psa dobrze do zadań, które po wyszkoleniu będzie miał spełniać jako pomocnik myśliwego. Jednakże pies nawet najlepiej przygotowany w pewnej dziedzinie, zapomina prędko, o ile nie ma częstej okazji do utrwalania nabytej wiedzy w praktyce.