Każdy pies, zarówno pokojowy jak i tym bardziej użytkowy, powinien być nauczony, by nie przyjmował pokarmów poza miejscem do tego wyznaczonym oraz pokarmu nie podawanego ręką pana. Wielu autorów podkreśla, że psa powinien karmić tylko jego przewodnik. Jest to niewątpliwie dobre, lecz niekonieczne i nie zawsze da się w praktyce przeprowadzić.
Naturalny popęd sprawia, że pies chce zjeść każdy pokarm, który znajdzie i który wyda mu się ponętny.
Dlatego też chcąc stłumić wrodzone łakomstwo psa należy go karmić do syta we właściwej porze i miejscu; poza tym należy stworzyć u psa przeświadczenie, że podejmowanie pokarmu napotkanego gdzie indziej łączy się z przykrością. Jedynym wyjątkiem od tej reguły jest, że wolno psu bezpiecznie zjadać pokarm podany mu ręką pana.
Na spacerach należy bacznie zwracać uwagę na psa i z chwilą gdy zdradza zainteresowanie — np. dla kości na śmietniku lub jakiegoś jadalnego obiektu przy drodze — skarcić go przez ostre „fe" z równoczesnym energicznym jednorazowym uderzeniem prętem wiklinowym czy batem. Gdy pies jest poza zasięgiem uderzenia ręki, można zastąpić rzutem łańcuszka lub strzałem z procy, o czym wspomniałem poprzednio.
Pies ukarany odruchowo odskoczy od pokarmu; trzeba go wtedy przywołać spokojnie i pogłaskać czy nagrodzić (innym, uprzednio przygotowanym kąskiem) za szybki powrót. Gdyby pies się pospieszył i połknął zakazany owoc, nie należy go już karać, lecz po prostu przejść nad tym zdarzeniem do porządku. Za to przy następnej pokusie trzeba lepiej uważać i tym szybciej zareagować we właściwym momencie. Na tym jednak nie kończy się nauka, bo w ten sposób powstałoby skojarzenie, iż zbieranie różnych nęcących ochłapów jest tylko w obecności pana połączone z przykrością.
Staraniem przewodnika powinno być, aby pies nabrał doświadczenia, że każdy kąsek poza ręką pana leżący, kryje w sobie niebezpieczeństwo. W tym celu używamy zmieniających się nieznanych psu pomocników, którzy w różnych miejscach, zarówno w domu jak i na polu — także podczas naszej nieobecności, podsuwają pokusę. Z chwilą gdy pies po nią sięga, pomocnik uderza go.
Oczywiście nie chodzi o to, by sprawiał psu „metodyczne lanie" trzymając go za kark lub obrożę. Wystarczy jedno silne uderzenie, po którym pies rezygnuje z ulegnięcia pokusie. Uderzenie musi być na tyle silne, by szczeniak nie uważał tego za droczenie się z nim. Powinno powstać skojarzenie, że jakkolwiek zjedzenie kęsa byłoby przyjemne, to przykrość, na którą się przy tym naraża, jest znacznie większa. To ćwiczenie jest bardzo wychowawcze, bo z jednej strony odzwyczaja psa od przyjmowania pokarmów od obcych ludzi, z drugiej uczy go nieufności wobec wszystkich, którzy nie należą do jego sfory.
Poza tym trzeba u psa wyrobić przekonanie, że także wszelkie wolno leżące kąski, bez względu na to czy w obecności pana, czy też innych ludzi zn^ezione, są źródłem przykrości. Obcy pomocnik rozrzuca na podwórzu lub ogrodzie kości albo kawałki mięsa w miejscach nam znanych i w zasięgu strzału z procy, np. z okna domu. Po tym przygotowaniu wypuszcza się psa jak zwykle na podwórze i obserwuje go przez okno w sposób dla niego niewidoczny. Z chwilą gdy pies zdradza ochotę na podjęcie nęcącego kąska, spotyka go przykrość w postaci strzału z procy. Kąski do ćwiczeń powinny być tak duże, by pies nie mógł ich od razu połknąć i powinny być rozkładane przez obcych, aby uniknąć skojarzenia, że pokarm przepojony zapachem pana jest niebezpieczny — inny zaś można podjąć bez ryzyka.
Podobne zasadzki przygotowujemy na spacerach i pomocnik ukryty obserwuje przynętę. Mogą to być zatrzaskowe łapki na myszy ustawione w różnych miejscach przez obcych, coraz to innych pomocników. Łapka powinna posiadać tępy zatrzask i niezbyt silną sprężynę, aby nie pokaleczyć psa, lecz tylko zadać mu uderzenie w zresztą bardzo czuły nos.
Zamiast łapki można również użyć łatwej do wykonania konstrukcji, przy której pies ciągnąc za kość wylewa na siebie wiadro wody, odpowiednio ulokowane, np. na płocie, i połączone sznurkiem z kością. Naturalnie wiadro samo powinno być tak umocowane, by nie spadło w całości na psa, a tylko wylała się woda. Kilka takich doświadczeń wystarczy, by pies się upewnił, iż szukanie pokarmu poza domem jest niebezpieczne. Dobrze jest co parę tygodni poddać psa ponownej pokusie — aby w razie zapomnienia poprzednich doświadczeń przypomnieć i utrwalić skojarzenie: „obcy pokarm to zasadzka".
Podkreślam, że każdy pies powinien być nauczony nieprzyjmo-wania pokarmów od obcego, bo w ten sposób unikniemy ryzyka ewentualnego otrucia psa czy też bodaj choroby wskutek zjedzenia zepsutego lub zakażonego pożywienia.