Jak wszędzie, tak i przy wychowaniu psa ma zastosowanie maksyma, że zapobieganie jest ważniejsze i skuteczniejsze niż leczenie. Skoro więc właściciel zauważy, iż pies podejmuje jakąś czynność niepożądaną, powinien temu natychmiast zapobiec przez skarcenie lub ukaranie. Przypominam, że kara ma znaczenie tylko w chwili, kiedy pies przystępuje do wykonania lub jest w trakcie wykonywania niewłaściwej czynności. Wszelkie karanie ex post jest bezcelowe, gdyż wtedy pies łączy przykrość nie ze swoją „winą", lecz z osobą zadającą mu tę przykrość. Starać się więc należy o to, by kara spotykała psa o ile możności nieosobowo.
Jeśli np. pies wskakuje na kanapę, wołamy na niego „fe" z równoczesnym uderzeniem witką wiklinową, strzałem z procy albo rzutem łańcuszka. Pies karany prędko skojarzy ze słowem „fe" zapowiedź niemiłych następstw i później na sam ten dźwięk zaniecha zakazanej czynności. Wylegiwanie się na meblach jest wynikiem wadliwego wychowania psa, któremu okazyjnie zezwalało się na to, co kiedy indziej będzie źle widziane. Każdy pies powinien mieć własne, wygodne legowisko. Jeśli jednak nabyliśmy psa z tą wadą, można go stosunkowo szybko oduczyć przez wyżej opisane postępowanie.
Zdarza się, że pies skojarzy w umyśle przykrość z obecnością pana, a nie z zakazanym meblem, czyli innymi słowy zrozumie; „leżenie na łóżku w obecności pana jest nieprzyjemne". Nic tu nie pomoże, jeśli będziemy karać psa po powrocie do domu. Co najwyżej obudzimy nieufność i bojaźliwość przez zestawienie pojęcia przykrości z powrotem pana. Wtedy należy mu na inny sposób obrzydzić kanapę czy łóżko także podczas naszej nieobecności. Często wystarczy posypanie mebla pieprzem lub polanie perfumami, czego psy nie znoszą. W uporczywych wypadkach można skonstruować proste, lekkie rusztowanie z patyka lub kilku patyków, na których umieszcza się stary garnek. Pies wskakując na kanapę strąci go na siebie albo bodaj na ziemię, a hałas połączony z upadkiem blachy nauczy go respektu dla kanapy. Ciężar rusztowania i garnka nie może być za duży. Chodzi tu nie tyle o zadanie bólu, co o wystraszenie.
Inny niemiły zwyczaj polega na tym, że pies witając się z panem lub domownikami wskakuje na nich przednimi łapami. Takim objawom radości towarzyszy zwykle pobrudzenie lub podarcie odzieży albo wytrącenie przedmiotów, które niesiemy. Nie wolno jednak gniewać się, a tym mniej psa karać, bo przecież robi on rzecz samą przez się dobrą, okazując panu swe przywiązanie. Gniew zaś wywołałby skojarzenie, że pan odpędza psa, czego przede wszystkim należy unikać. Trzeba więc używać pewnego podstępu. Psa wyskakującego radośnie obejmujemy chwaląc i głaskając, lecz równocześnie posuwamy się naprzód, tak by pies stracił równowagę i upadł na plecy (oczywiście na miękkie podłoże, a nie na kant mebla) — ewentualnie przydeptujemy mu „przypadkiem" tylną łapę i witamy się z nim w dalszym ciągu. Po kilku podobnych doświadczeniach pies zapamięta, że niebezpiecznie jest wspinać się na pana, a przyjemnie witać go na czworakach.
Wśród narowów nabytych przez psa z winy pana wyliczyć należy otwieranie drzwi. Tej sztuki nie trzeba psa uczyć, bowiem może się trafić, że pies sobie drzwi pootwiera, by pójść na spacer, a skorzysta z tego w czasie nieobecności psa i pana jakiś niepożądany gość. Jeśli pies samodzielnie nawet wpadnie na pomysł naciskania klamek, należy mu to prędko obrzydzić, a nie cieszyć się z dowodu niewątpliwej inteligencji. Wreszcie jednym z częstych narowów, opartych na wrodzonych instynktach, jest gonienie za drobiem, zwierzyną, rowerzystami itp. uciekającym „łupem" połączone nieraz z gryzieniem czy duszeniem zdobyczy. Od samego początku należy u psów niemyśliwskich przytłumić ten naturalny pęd do pogoni za wszelką zwierzyną.
Jeśli psa ponosi temperament i nie pomaga zwykłe skarcenie głosem, należy zastosować przymus przy pierwszych objawach niepożądanych zainteresowań. Trzeba zgromić psa ostrym „fe" i zadać mu dotkliwy cios prętem czy batem ewentualnie strzelaniem z procy. Można też zastosować otok i korale (patrz rozdz. „Karność" — str. 90).
Psa wracającego z pogoni witamy spokojnie, bo kara może go spotkać tylko w czasie, a nie po przestępstwie. Jeśli pies zadusi kurę czy kota i dumnie przynosi nam swój łup, nie należy go karać, lecz nie wolno chwalić. Pies dał nam dowód największego przywiązania traktując nas jak towarzysza sfory, któremu przynosi wspólny łup do podziału. Ukarany musiałby myśleć, że spotkała go kara za aport, a nie za pogoń. W wyniku takich skojarzeń następnym razem pogoni znów za łupem, lecz albo zje go sam, albo porzuci poza naszym polem widzenia. W drugim wypadku mógłby uznać naszą pochwałę za aprobatę całego polowania.
Łup odbieramy psu obojętnie i chowamy go. Później jednak można martwego kota użyć do obrzydzenia psu kociego zapachu w ten sposób, że na placu ćwiczeń kładziemy uprzednio zaduszone zwierzę, a później przychodzimy z psem na to miejsce pod wiatr. Z chwilą gdy pies zwietrzy swą ofiarę i zdradzi chęć podbiegnięcia do niej, karcimy go ostro „fe", zadajemy mu ból uderzeniem bata lub tp., a następnie w obliczu ofiary podejmujemy szereg ćwiczeń deprymujących, jak „waruj" i „siad" na zmianę. Takie dłuższe warowanie pod grozą bata działa na psa wybitnie deprymująco, a ponieważ odbywa się w sferze zapachu kota, czy kury, utrwala przekonanie, że obecność tych zwierząt łączy się z przykrością. Można te ćwiczenia przeprowadzać także przed klatką z kurami albo królikami, jeżeli pies zdradza zamiary agresywne w tym kierunku. Parę takich karnych ćwiczeń wystarczy zazwyczaj na całe życie.
Mając psa od młodości pod okiem i kierując jego wychowaniem można w ogóle nie dopuścić do powstania jakichkolwiek antagonizmów, o ile przyzwyczai się go do obecności różnych zwierząt. Przy odzwyczajaniu jednak od narowów już ostrzej występujących pamiętać należy, że im większa pasja objawia się u psa, tym dotkliwsza przykrość powinna mu obrzydzić zakazany owoc. Po każdym karnym ćwiczeniu należy zająć psa spacerem i odprowadziwszy go poza zasięg zapachu zakazanej zwierzyny odzyskać jego zaufanie w zabawie. Chodzi bowiem o podkreślenie, że przykrość łączy się ze zwierzyną, a nie z panem jako takim.
Poprzednio omawiając wychowanie wyżła podkreślałem, że należy się wystrzegać przesady, by nie stłumić w psie zupełnie ochoty do pościgu za zającem. Natomiast inne psy, niepolujące, należy wychowywać tak, by radykalnie zapobiec wszelkim zakusom kłusownictwa. Pies kłusownik staje się niekarnym włóczęgą i zamiast radości sprawia tylko kłopot swemu panu, ściągając nań uzasadnioną niechęć myśliwych, którzy wcześniej czy później unieszkodliwią wałęsającego się w ich rewirze złodzieja.
Tak samo należy dbać o to, by pies nie uganiał za kotami. Jedynie pies myśliwski — płochacz, wyżeł kontynentalny, aporter czy jamnik może być użyty do duszenia lub osaczania kotów kłusujących, lecz wyłącznie w rewirze łowieckim. W domu zaś lub w obrębie zabudowań musi ignorować ich obecność.
Dobrze ułożony wyżeł prędko zrozumie tę różnicę, co więcej nawet, w domu potrafi żyć w serdecznej przyjaźni z kotem swego pana. Szczucie kota psem niemyśliwskim niegodne jest kulturalnego człowieka, który powinien być przyjacielem wszystkich zwierząt. Pies zaś, oprócz ryzyka utraty oka, narażony jest na rozpuszczenie się i rozluźnienie w karności, a zachowanie się jego wywołuje słuszne oburzenie postronnych obserwatorów.
Przeciwnie, każdego psa domowego należy oswajać z kotami. Przy należytym wychowaniu można nawet spowodować, że pies zaprzyjaźni się z kotem włączając go do swej „sfory zastępczej" i będzie go bronił przed obcymi agresorami równie skutecznie jak innej własności, którą uważa za podległą wspólnemu przewodnikowi sfory — panu.
Pies ma być przecież naszym towarzyszem i powinien dobrym wychowaniem zaskarbić sympatię dla siebie i swego pana-przyja-ciela, a nie przedstawiać obrazu półdzikiego zwierzęcia, które podlega wyłącznie rozkazom bata swego pana pogromcy.