Ćwiczenie to jest bardzo pożyteczne, zarówno jeśli chodzi o psa myśliwskiego, jak i wiejskiego. W warunkach miejskich, wobec niebezpieczeństwa ruchu zmotoryzowanego i często obowiązujących przepisów kontumacyjnych, raczej nie będzie ono miało zastosowania.
Pomijam naukę meldunku psa w służbie łączności, gdyż to należy już do działów specjalnych. Pies amatora jednak może z pożytkiem nauczyć się dwu rozkazów: „marsz do domu!" i ewentualnie „marsz do pana!". Rozkazy te mogą być jeszcze rozszerzone do dalszych miejsc lub osób, odpowiednio, lecz zawsze tak samo oznaczonych. W razie podobnych imion należy je zmienić, by psa nie mylić podobieństwem brzmienia np. Basia i Kasia.
Na hasło „marsz do domu!" pan lub domownik idący z psem zawraca i przyspieszonym krokiem, powtarzając wciąż hasło, biegnie we wskazanym kierunku, podczas gdy ktoś drugi, zaprzyjaźniony, woła psa z domu, serdecznie przyjmuje i daje w nagrodę jakiś smaczny kąsek na jego legowisku. Początkowo pan lub dany domownik towarzyszy psu, następnie pies prędko przyzwyczai się na hasło biec do domu sam. Przewodnikowi przy tym ćwiczeniu nie wolno psa ostro odpędzać, jeśli powróci do niego. Pies nigdy nie powinien być karany za przychodzenie do pana. Pan więc go nie karze, ale i nie wita, tylko powtarza hasło i udaje się z nim w stronę domu, wskazując na wołającego tam pomocnika. Inni domownicy mogą psa ostrzej karcić i poganiać.
Stopniowo powiększa się odległość, z jakiej psa odsyłamy. Po drodze rozstawiamy obcych pomocników, którzy w razie zboczenia lub zatrzymywania się psa na śladach zwierzyny czy tp. przepędzają go lub karcą strzałem z procy; mogą też kusić pokarmem (patrz rozdział „Nieprzyjmowanie pokarmów" — str. 96). Nie czynią mu oczywiście żadnej krzywdy, gdy nie zatrzymując się biegnie we właściwym kierunku. Dom zastaje pies zamknięty, lecz znany mu domownik, albo co lepiej pan, woła przez drzwi: „daj głos!". Po początkowo krótkim, później coraz dłuższym oszczeki-waniu, drzwi otwierają się z radosnym powitaniem.
W podobny sposób odsyłamy psa do wskazanej osoby. Pies prowadzony przez domownika, z którym już chodził uprzednio, dostaje rozkaz „marsz do pana!" i równocześnie pan woła go do siebie. Przy dalszych ćwiczeniach pan psa nie woła, lecz samo hasło osoby prowadzącej powinno wyzwolić impuls powrotu. Ćwiczenie to jest bardzo łatwe.
W następnej fazie pan, już poza polem widzenia psa, na hasło wydane przez pomocnika przywołuje psa gwizdkiem równoznacznym z „chodź tu!" To ćwiczenie można zresztą opuścić, a przejść od razu do naprowadzenia na ślad pana, który to ślad psu się wskazuje ze słowami „marsz do pana". Normalny pies pana swego odnajdzie, o ile ślad nie gubi się na kamienistej lub uczęszczanej drodze. Dlatego też z początku należy ćwiczyć na zroszonej łące lub wilgotnej ziemi leśnej.
Kto jednak żądać chce od psa solidnej i sumiennej pracy śledczej, nie powinien zaczynać jej od tych ćwiczeń. Szukanie pana, a ściśle mówiąc pogoń za nim, odbywa się zbyt pośpiesznie i pies może nabyć nerwowy styl pracy. Ćwiczenie to nadaje się tylko dla psów nie przeznaczonych do rozwiązywania trudnych zadań. Wspominam o nim jako o przyjemnej zabawie, zwłaszcza dla początkującego amatora. Bardzo łatwo można też psa nauczyć (podobnie jak powyżej na komendę „marsza do...!) odróżniania po imieniu członków rodziny i domowników. Odszukanie poszczególnych domowników tylko przy pomocy śladu jest już rzeczą znacznie trudniejszą i wymaga sumiennego wpracowania psa na ślad. Ćwiczenie to przekracza znacznie zakres przeciętnego wyszkolenia amatorskiego, a nawet nie każdy zawodowiec może się pochwalić psem o węchu absolutnym, identyfikującym ślady.