Szczeniaka młodego w ogóle nie wolno brać na linkę. Ćwiczenie to można zacząć najwcześniej po trzech miesiącach, a i wtedy przez dłuższy czas trzeba być wyrozumiałym. Ucząc natomiast psa starszego, można przybrać od razu ostrzejsze tempo i być bardziej wymagającym. Chodzenie na lince jest w zasadzie samo przez się czynnością dla psa przykrą, bo ogranicza jego naturalną swobodę ruchów. Dlatego też należy przy nauce położyć główny nacisk na to, by nie wyrobiło się w nim przekonanie, że wzięcie na linkę zapowiada szereg przykrości. W wyniku takiego procederu osiągnęlibyśmy tylko tyle, że pies postępowałby może poprawnie za swym panem, lecz w postawie ofiary idącej za oprawcą, albo też uciekałby na sam widok linki. Celem naszym zaś jest, by pies szedł z panem jak chętny towarzysz.
Początkowo zaczynamy ćwiczenia z psem młodym na lince stosunkowo długiej. Pies, który pierwszy raz jest na lince, zachowuje się bojaźliwie lub opornie. Może wykazywać dwa stany emocjonalne: albo zastraszenie, manifestujące się w chęci pozostawania w tyle, a nawet kładzenia się na ziemi, albo też nadmiar temperamentu, przejawiający się wyrywaniem naprzód. Zależnie od tego, który stan przeważa w ogóle lub w danej chwili, stosujemy odpowiednie środki reakcji.
Rzadko kiedy pies z początku nauki będzie okazywał nadmiar temperamentu — wystąpi raczej depresja psychiczna. Przede wszystkim trzeba dbać o usunięcie tej depresji, a następnie przekonać psa, iż postępowanie po lewej ręce pana łączy się z przyjemnością, próby zaś innego zachowania się powodują przykrości.
Pies z reguły powinien postępować po lewej ręce. Jeśli jakieś szczególne względy przemawiają za tym, by miał chodzić po prawej, można go tak nauczyć, lecz już wtedy konsekwentnie i stale pilnować tylko prawej strony. Przy pierwszych ćwiczeniach, gdy pies okazuje depresję czy też bierny opór, nie wolno stosować żadnego przymusu.
Na hasło „ze mną" lub krótko „noga" ruszamy z miejsca i staramy się łagodnie pociągać psa za sobą. Normalnie pies zechce zostać w miejscu lub uciekać w bok albo w tył. Wtedy nie wolno go gwałtem ciągnąć, lecz uczynić wszystko, by usunąć jego przygnębienie. Przemawiamy do niego, powtarzamy nasze obrane hasło, stosując przy tym wszystkie zachęty od głosu, poprzez przyjacielskie głaskanie, poklepywanie dłonią o własne udo — aż do nęcenia smakołykami. Na razie chodzi o to, by pies w ogóle szedł z nami bez obaw; formę poprawi się później, gdy depresja minie.
Pierwsze ćwiczenia nie powinny trwać długo, bo młody pies prędko się znudzi i zniechęci. Gdy przyzwyczai się do linki i nie objawia zupełnie strachu, powoli linkę skracamy i po pewnym czasie zaczynamy właściwą naukę poprawnego chodzenia.
Według zasad dawnych treserów pies miał iść za panem, tak by nos psa był na linii kolan lub łydki pana. Ostatnio żąda się coraz częściej, by pies szedł obok, tj. by prawa łopatka psa była przy lewej nodze pana. Ta postawa jest moim zdaniem estetyczniejsza, a poza tym lepiej wpływa na psa, którego mamy stale w polu widzenia. Jeśli chodzi o wyżła lub „obrońcę", jest rzeczą pożyteczną, by pan mógł go obserwować i ewentualnie korzystać z jego ostrzeżenia, gdy coś „zauważył nosem". Dlatego też kładę taki nacisk na to, by pies w czasie nauki chodzenia był uwolniony od wszystkich deprymujących wpływów i mógł w przyszłości odbierać wszelkie wrażenia ze świata zewnętrznego dysponując swobodnie swymi zmysłami.
Pies zaś sterroryzowany, który wlecze się za swym panem jak cielę za rzeźnikiem, na pewno nie będzie spostrzegawczy. Odradzam także amatorowi wychowującemu normalnego młodego psa nawet dużej rasy — posługiwanie się koralami, obrożą kolczastą albo dławiącą. Przy nauce psa dorosłego i silnego, o nadmiernym temperamencie, będzie obroża kolczasta nieraz potrzebna, lecz stosować ją należy tylko w razie nieodzownej konieczności. W żadnym jednak wypadku nie wolno psa ciągnąć za sobą, a już najmniej na kolcach.
Wracając jednak do nauki: pies znajduje się po naszej lewej stronie, linkę trzymamy teraz już krótko w lewej ręce, a dalszy jej koniec przytrzymujemy w prawej lub przywiązujemy u paska nad prawym biodrem. Linka przechodzi od lewej ręki do prawej przed nami. To umocowanie linki ma na celu możność uwolnienia lewej ręki bez zatrzymywania się wtedy, gdy będziemy chcieli psa pogłaskać. Zresztą dobrze jest, jeśli pies początkowo bawi się naszą lewą dłonią, co wpływa ośmielająco i przeciwdziała zdeprymowaniu.
Wiemy już jak zachęcać psa przy nieśmiałym postępowaniu w tyle. Teraz zacznie się zdarzać, że pies będzie wyrywał się naprzód, w bok lub ewentualnie do tyłu. Te przejawy niepożądanej aktywności należy zdusić od razu i to przez przykrości bezpośrednio po nich następujące, tak jak przedtem przejawy bierności usuwaliśmy przez zachęcanie psa przyjemnościami. Przykrością taką jest przede wszystkim jednorazowe, energiczne, lecz krótkie szarpnięcie linką. Przykrość ta ma się wyrażać nie przez trwałe ciągnięcie psa, lecz przez wyraźnie krótkie, korygujące szarpnięcie, po czym linka powinna znów lekko zwisać między psem, a naszą lewą ręką. Dalszą przykrością jest — w razie wyrywania się psa naprzód — gwałtowny zwrot przewodnika w lewo, przy czym pies popadnie w kolizję z kolanem przewodnika. W razie wyłamywania w prawo — cios prętem wiklinowym z prawej ręki będzie bardzo skuteczny. (Nigdy nie bić lewą ręką, która powinna dla psa być zawsze skojarzona z przyjemnościami. Lewa strona i lewy nasz bok, to miejsce, do którego pies powinien zawsze wracać z zaufaniem, poczuciem pewności i bezpieczeństwa). Nigdy też, nawet wtedy, gdy mamy z naszego punktu widzenia powód do niezadowolenia z rzekomego, czy nawet rzeczywistego uporu psa, nie wolno się denerwować. Wszelkie zdenerwowanie uczącego powoduje pogłębienie depresji u psa, a tym samym jego oporu. Na wyłamanie w lewo lub w tył reagujemy również szarpnięciem, uważać jednak należy, by nie reagować w ten sam sposób na pozostawanie w tyle, co jest zwykle pierwszym przejawem depresji. Przy każdej korekturze powtarzamy nasze hasło.
Gdy parę spacerów na lince dało wyniki zadowalające, zaczynamy wprowadzać innowację przez zmianę szybkości kroku, przechodząc początkowo spokojnie, potem coraz szybciej z wolnego kroku w bieg i na odwrót. Następnie wprowadzamy zwroty, zrazu łagodne, potem coraz ostrzejsze, aż do ostrych zwrotów w tył, i to w różnym tempie. W końcu przechodzimy wpierw blisko ściany, by pies nauczył się usuwać za nas w razie napotkanej przeszkody, a na ostatek koło drzew, by dotkliwe szarpnięcie linki zatrzymanej przez pień przekonało go, że tylko przy naszej lewej stronie jest bezpiecznie.
Przy wszelkich ćwiczeniach na lince jest rzeczą ważną działać na psa często przyjemnościami (chwalenie, głaskanie, smakołyki), a tylko wtedy przymusem, jeżeli trzeba przytłumić nadmiar temperamentu. Jeżeli jednak stosujemy przymus bolesny, czynimy to raczej energicznie — oczywiście w stosunku do sił i charakteru psa. Jednorazowe, lecz rzadkie, silne reakcje przykre utrwalają właściwe skojarzenia szybciej i trwalej niż częste, a mało dotkliwe, na które pies prędko tępieje i prędko zapomina.
W ten sposób wychowany pies będzie chodził prawidłowo i właściciel uniknie drwin obserwatorów, którzy nieraz mają przed sobą psa prowadzącego pana od drzewka do drzewka, a nie pana prowadzącego psa.
Zawsze przed nauką chodzenia lub spacerem na lince, trzeba dać psu okazję do załatwienia swych potrzeb. W czasie dłuższych spacerów należy psu pozwolić na parę chwil wolnego wybiegu lub przynajmniej zatrzymać się od czasu do czasu w odpowiednich miejscach. Nie należy natomiast pozwalać, by idąc przy nodze przystawał przy każdej spotkanej latarni czy kamieniu. Wreszcie wspomnieć należy, że pies na lince zawsze czuje się skrępowany i dlatego na wszelkie zbliżenie innych psów reaguje postawą bojową, podczas gdy biegnąc wolno, nie obawia się tak bardzo ewentualnej agresji i zachowuje się spokojniej.